Co zrobić na początku studiów?

Jeśli zaczynasz studia, to najprawdopodobniej nie wiesz za bardzo o co w tym wszystkim chodzi. Co ja mam do cholery robić? Oto 6 punktów, które zawierają przydatne (mam nadzieję) rady w tym względzie.

1. Pozbieraj kupony i naklejki.

Czyli ogarnij te wszystkie pierdółki, dokumenty, umowę z uczelnią, wiadomo. I nie zapomnij o wzięciu naklejki. Na legitymację oczywiście. Bo te na pluszaki już pewnie masz. Zapisz się również na zajęcia obowiązkowe (chociaż patrz też: punkt piąty i szósty).


2. Łapki w górę.

Dobrym pomysłem będzie dołączenie do grupy swojej grupy na Facebooku, żeby wymieniać info. Warto też polubić fanpejdża uczelni/wydziału/jednostki na której studiujecie (u mnie instytut przez fanpejdża komunikował ważne info o odwołanych zajęciach itp.).

3. Pierwsza krew.

Pierwsze zajęcia z danego przedmiotu to w większości straszna woda, gdzie trzeba głównie słuchać jak wykładowca mówi pierdoły o tym, czym się zajmuje jego przedmiot i o czym będą kolejna zajęcia. Strata czasu.

Jednak czasem wykładowca puszcza trochę krwi i zaczyna mówić rzeczy, które się naprawdę liczą.


  • Ile można mieć nieobecności?
  • Jaka będzie forma zaliczenia?
  • Kontakt do wykładowcy, np. adres e-mailowy, dyżury itp.
  • Czasami też: sylabus, lista tekstów na kolejne zajęcia.

  • I to chyba tyle. I trzeba te rzeczy sobie zapisać. A potem to już możesz generalnie wyjść albo bawić się komórką. Bo nic mądrzejszego na pierwszych zajęciach już nie będzie. Zresztą czasem wykładowcy się orientują, że nic mądrego nie mówią i kończą zajęcia przed czasem.

    4. Zbierz krew do wiaderka.

    I jak poszedłeś już na wszystkie zajęcia w pierwszym tygodniu i zebrałeś info do wszystkich przedmiotów, to warto potem te informacje sobie zapisać gdzieś w jednym, łatwo dostępnym miejscu (np. na ostatniej stronie zeszytu, w jednym folderze na kompie itp.).

    Ja na początku studiów popełniałem ten błąd, że zapisywałem te informacje jak leci, przemieszane z innymi notatkami w zeszycie, a to sprawiało, że ciężko mi było potem je odnaleźć, kiedy były potrzebne (na której stronie ja miałem zapisanego maila do wykładowcy X?).

    5. Ogarnij dojazd na zajęcia.

    Sprawa szczególnie istotna, jak się zapisujesz na zajęcia spoza swojej jednostki, np. oguny, WFy, coś takiego.

    No i załóżmy, że zapisałeś się na dwoje zajęć.

    I patrzysz na godziny i wszystko ok, jedne zajęcia kończą się o 14:45, drugie się zaczynają o 15:00. Czyli kwadrans przerwy, można zjeść kanapkę...

    ...niekoniecznie.

    Może się okazać, że jedne zajęcia są po drugiej stronie miasta niż drugie i że sam dojazd z jednego budynku do drugiego zajmie ci 30-40 minut.

    Co oznacza, że, o ile nie jesteś Hermioną, to będziesz albo wiecznie spóźniać się na drugie zajęcia, albo będziesz ciągle wcześniej się zrywać z pierwszych.

    Z dwojga złego zwykle lepiej wyjść w trakcie pierwszych zajęć niż się spóźnić na drugie. A to dlatego, że jak wychodzisz w trakcie zajęć to wychodzisz w oczach wykładowcy za osobę, która "ma swoje sprawy". Jak się spóźniasz to będziesz postrzegany jako osoba, która "olewa przedmiot". Co jest trochę dziwne, skoro obie te okoliczności mogą mieć tę samą przyczynę, a mimo wszystko ludzie, którzy wychodzą w połowie wykładu są lepiej postrzegani.

    Ale też możesz bardziej pokombinować, poszukać grup zajęciowych bardziej pasujących czasowo i prowadzonych w budynkach z lepszym dojazdem. Przy czym nie przesadź w drugą stronę. Mieć za dużo czasu między zajęciami też nie jest dobrze. Jeśli ci się zrobi 2-3 godzinne okienko, to cały dzień będziesz mieć rozwalony.

    6. Ogarnij plan na życie.

    Ogarnij na stronie uczelni (albo w USOS) program swoich studiów na całe 3 lata (czy ile tam twoje studia mają lat) i pomyśl, w jaki sposób to rozplanować całe studia, żeby wyrobić się ze wszystkim.

    W toku studiów łatwo popaść w pułapkę myślenia tylko o aktualnym semestrze. A to trzeba myśleć holistycznie.

    Oczywiście i tak ci się nie uda zaplanować studiów w 100%, ponieważ na studiach bardzo dużo rzeczy dzieje się spontanicznie i niezgodnie z oczekiwaniami. No ale próbować można.

    Warto też już na samym początku studiów zaplanować sobie tzw. strategię wyjścia, czyli musisz przemyśleć co zrobisz, jeśli w pewnym momencie swego życia będziesz chciał rzucić studia, jeśli okaże się, że nie są ci one po drodze.

    I układasz Plan B, Plan C itp.

    Nie tylko rzucanie studiów wymaga planowania.

    Warto też pomyśleć o tym, co zrobisz po pomyślnym skończeniu studiów, jeśli rzeczywistość okaże się inna niż myślałeś, i okaże się, że nie możesz znaleźć pracy w zawodzie. A tak pewnie będzie. Więc warto się przygotować już na wstępie.

    A wy, co byście dodali? Co według was warto zrobić na początku studiów?

    Komentarze

    Popularne posty