Dlaczego nie głosowałem?

Nie głosowałem, bo nie było na kogo głosować. Albo kandydaci źli, albo niepewni (niby dobrze gada, ale w sumie nie znam człowieka i strach głosować. Szczególnie jak jest z jakiejś szemranej partii). Albo tacy, którzy i tak się nie dostaną, więc to sztuka dla sztuki. Owszem, fajnie pokazać poparcie, żeby ktoś się ucieszył, że ma to kilka procent, ale taki i tak sobie nie porządzi potem. 



No i mam za małą wiedzę na temat kandydatów.

Myślę, że nie należy głosować tylko dlatego, że "fajnie gada, dużo obiecuje".

No, a przecież na tym polega demokracja! I w demokratycznych wyborach na całym świecie zostawali już wybierani różni szemrani ludzie, tylko dlatego, że ludzie uwierzyli w ich obietnice i płomienne mowy.

Jednak żeby odpowiedzialnie do tego podejść, to należałoby zrobić jakiś głębszy research o danym kandydacie, w zasadzie o wielu z nich, żeby mieć porównanie.

Ok, ludzie, którzy interesują się na codzień polityką, gospodarką, społeczeństwem pewnie od iluś miesięcy codziennie oglądają debaty polityczne, czytają artykuły i mają jakiś większy obraz, czy dany kandydat się nadaje (chociaż i tak wątpię, ludzie zwykle i tak się fiksują na emocjach - pozytywnych do swojego kandydata i negatywnych do tego z przeciwnej drużyny).

Ja się za bardzo nie interesuję tym tematem, ale jakbym miał zrobić research "kogo wybrać" to pewnie bym musiał spędzić kilkadziesiąt godzin albo i więcej na oglądaniu różnych debat, wywiadów, analizie konkretnych propozycji programowych, co dany kandydat chce zrobić dla miasta (ew. dla dzielnicy). Sprawdziłbym też przeszłość danego człowieka, co osiągnął do tej pory, czy nie brał udziału w jakichś aferach itp.

Sam bym musiał się też wyedukować, żeby wiedzieć po prostu jak ja bym to rozwiązał, kwestie zarządzania miastem, budżetu, urbanistyki. Spojrzałbym na to, jak wyglądają istniejące rozwiązania w miastach w Polsce, ew. w samej Warszawie (czyli: co już jest zrobione), a także o tym, jak wyglądają rozwiązania w miastach poza polską (co może być potencjalne zrobione, skoro "gdzieś na świecie już tak jest"). Czyli taki wstępny research, żeby w ogóle wyrobić sobie jakieś zdanie na temat tego, jak się powinno rządzić miastem.



I potem faktycznie mógłbym osądzić, czy to, co mówi kandydat ma jakieś poparcie w rzeczywistości, a co jest zwykłą utopią.

A niestety mam wrażenie, że ludzie wybierają często na zasadzie "dobrze gada, dać mu wódki" i tym samym otwierają drogę do władzy wszelakim populistom, którzy mówią coś, obiecują, ale nie jest to realne. Ew. oportunistom, którzy mówią w kampanii jedno, a robią potem co innego.

Drugim często spotykanym podejściem do wyborów wydaje się być "zagłosuję na X, bo nie chcę, żeby przeszedł Y, którego hejtuję". Czyli "mniejsze zło". 

O ile rozumiem takie podejście jeszcze w drugiej turze (kiedy faktycznie jest dwóch kandydatów), to w pierwszej turze kiedy kandydatów jest aż za dużo nie ma to wiele sensu.

Przecież media i duże partie chcą, żeby ludzie widzieli świat w czarnobiałych barwach, bo wtedy można ładnie zmarginalizować wszelką alternatywę. Bo liczą się tylko dwie partie, w porywach trzy, które mogą potem fajnie kraść i robić różne inne przekręty. Natomiast ktoś z bardziej sensownym programem i bardziej uczciwy i tak się nie dostanie.

A przecież już więcej sensu niż głosowanie na "mniejsze zło" miałoby "zagłosuję na wartościowego kandydata, który i tak się nie dostanie, ale przynajmniej pokażę swoje poparcie i zmotywuję go do dalszej pracy i startu w kolejnych wyborach". Coś jak danie lajka. Współczesna demokracja w końcu polega na dawaniu lajków wybranym kandydatom. Krzyżyk to jak łapka w górę. Tylko tyle i aż tyle.

I tak w sumie kandydaci są już dawno wybrani, bo media kreują rzeczywistość (a na media wpływają politycy). Więc teraz to już tylko taka zabawa. Współczesna demokracja opiera się w dużej mierze na fikcji, że ludzie mają jakikolwiek wybór.

Dlatego też paradoksalnie nie opłaca się interesować za bardzo polityką, bo na te rzeczy i tak nie mamy wpływu. Ok, jeśli ktoś jest zaangażowany, kandyduje na radnego czy prezydenta, to faktycznie taka osoba ma szanse wpłynąć realnie na politykę, jeśli go wybiorą. Ale zwykły człowiek, którzy pójdzie i postawi jakiś tam głos? Proszę was...

Dziwię się, że ludzie mają czas na oglądanie tych całych kampanii wyborczych. I że chce im się w to bawić. Ludzie w wolnym czasie zamiast obejrzeć serial, to wolą obejrzeć gadające głowy polityków. I po co? Żeby tylko pójść w ustronne miejsce, zrobić swoje i oddać głos do urny?

Komentarze

Popularne posty