Miałem pracować na podłodze

Będzie to opowieść o firmie, która myślała, że będę pracował na podłodze. I nie będzie to wcale żadna pochwała minimalizmu, lecz szokująca relacja o realiach polskiej branży IT.  

Historia dzieje się kilka lat temu. Szukam pracy przez pośrednika. I pisze on do mnie, że jakaś firma szuka programisty. Jadę zatem na rozmowę do biura mieszczącego się w niewielkim mieszkaniu w bloku na jednym z warszawskich osiedli. Wchodzę do ciasnego, wąskiego pokoiku. Panuje półmrok.

Dwa biurka ustawione wzdłuż wejścia i jedno biurko prostopadle. W środku pracuje dwóch programistów i jakaś babeczka. Programiści zapraszają mnie do siebie, ale patrzą wilkiem. Już widzę, że są nieprzyjemnie nastawieni.

Zaczynają mnie przepytywać pod kątem technicznym, i rozmowa ta okazuje się dość ciężka. Jednak nie dla mnie, tylko dla nich. Widać, że nie bardzo rozumieją własne pytania. Przerosło ich to.

Mieli mnie przepytywać z JavaScriptu (taki język programowania), jednak problem był taki, że sami go za bardzo nie znali.  Byli owszem, programistami, ale programistami Pythona. A JavaScript to była dla nich jakaś czarna magia.

I tutaj właśnie miałem się zjawić ja, magik od JavaScriptu, który niczym Gandalf miał zaprogramować im złożone interakcje na stronie internetowej. Niestety nie umieli mnie nawet zrekrutować. Spieprzyli na całej linii.

Chciałem więc im pomóc, naprostowałem ich w kilku pytaniach, pokazałem, w którym miejscu nie mają racji, i że opierali swoje myślenie na złych założeniach. Chciałem dobrze, no.

Jednak tego nie docenili, nie przyjęli krytyki na klatę i zaczęli się wywyższać i mówić, że moje uwagi niby mają sens, ale próbowali je zbagatelizować, zamieść pod dywan. Widać było, że czują się lepsi i nie chcieli, żeby ktoś z zewnątrz podważał ich autorytet. Chcieli być górą.

Więc, jak można sobie wyobrazić, dalsza rozmowa polegała na tym, że wielce obrażeni goście próbowali się na mnie "zemścić", celowo wymyślając takie pytania, na które nie będę znał odpowiedzi.

Pytania niekoniecznie istotne, ale łatwo pozwalające im się "odegrać na mnie". Trochę jakbym ich ograł w grę karcianą, i teraz by chcieli mnie dojechać różnymi Jokerami czy bonusami. Coś jak "taki mądry byłeś? To masz. Rzucam ci to z dupy wymyślone pytanie-joker i tracisz punkt zwycięstwa".

A wiadomo, że nie jestem wszechwiedzący i że zawsze ktoś może mnie czymś zagiąć. Spytajcie mnie o politykę zagraniczną Jagiellonów, to nie będę wiedział co powiedzieć. Tak samo np. nie wiedziałem, jak się obsługuje jakiś program komputerowy (którego obsługi można się nauczyć w godzinę. Ale co tam. Zawsze można pognębić kandydata)

But still, myślę, że generalnie wypadłem na tej rozmowie dobrze technicznie. I o ile mnie trochę postraszyli tymi późniejszymi pytaniami, to raczej pokazówka była, bo dalej byli gotowi mnie zatrudnić. W końcu raczej nie mieli wyboru, bo szukali pracownika, a byli tak słabą firmą, że nikt normalny raczej nie chciałby tam pracować.

Ale zaraz, zaraz, bo tu już dochodzimy powoli do puenty. Co się okazało? Cóż, jak pamiętacie, na początku historii wspomniałem o tym, że pomieszczenie było bardzo małe. I w tym pomieszczeniu stały trzy biurka, i jeszcze jakieś inne meble, czy ogólne zagracenie. Szczerze mówiąc jak patrzyłem na ten pokój, to nawet nie wyobrażałem sobie, gdzie w ogóle miałby się zmieścić jeszcze biurko dla mnie.



Oni też nie. Coś, co powinno być oczywistością, wcale takie nie było. Jeden z programistów zadał mi wtedy pytanie "co panu potrzebne do rozpoczęcia pracy?". No to mówię, że wystarczy mi biurko i komputer, naiwnie myśląc, że jestem taki mało wymagający (Bo inni programiści mogliby chcieć codziennie świeży sok ananasowy).

W jakim ja byłem błędzie. Jak śmiałem mieć takie wymagania! Ale o ile biurko jeszcze jakoś przełknęli (chociaż też nie wiadomo by było, gdzie je postawić), to okazało się, że z tym komputerem to już grubo przesadziłem. Powiedział do mnie, że był przekonany, że sam sobie przyniosę własny komputer. I ogólnie posmutniali wszyscy troje (razem z tą babeczką).

Zaczęli się przy mnie głośno naradzać, że muszą mi kupić sprzęt, i że to będzie straszny wydatek. No ale zapewniali mnie, że dostanę swoją kasę, swoje 4 koła (o wysokości zatrudnienia rozmawiałem jeszcze z pośrednikiem i miały to być właśnie 4 koła na łapę, co kilka lat temu jeszcze można było uznać za dobrą pensję).

Potem mnie pożegnali. A w zasadzie sam się pożegnałem, bo czułem się tak zażenowany tą sytuacją, że po prostu powiedziałem "do widzenia" i wyszedłem (bo w zasadzie rozmowa ze mną była już zakończona, i na tym etapie oni już sami dyskutowali między sobą, skąd wezmą pieniądze na komputer dla mnie. Więc nie wiem, czy zauważyli nawet, że wyszedłem).

No i mieszane uczucia, ale cóż. Potrzebowałem pracy. Jechałem autobusem myśląc o tym, co powinienem zrobić.

Czy chciałbym pracować w firmie, w której pracują tak chamscy i niekompetentni ludzie? Poza tym, jeśli firmę nie stać nawet na większy pokój czy na komputer dla nowego pracownika, to czy w ogóle będą wypłacalni? Przecież dużo jest firm, które nie wypłacają pracownikom kasy miesiącami.

Nim dojechałem do domu, moje wątpliwości rozwiązały się same. Zadzwonił do mnie pośrednik i powiedział, że firma zgadza się zatrudnić, ale za o wiele niższą stawkę. 2500zł zamiast 4000zł. Innymi słowy potrącili sobie 1500zł za komputer (w zasadzie 1500zł miesięcznie). Na dodatek okłamali mojego pośrednika twierdząc, że ta obniżka pensji to niby dlatego, że moje umiejętności nie były warte na czwórkę.

I tak. Gdyby nie to kłamstwo, to może bym jeszcze mógł myśleć o wzięciu tej oferty. Ale wkurzyłem się po prostu tym maksymalnym buractwem i tym, że kłamali, i powiedziałem, że nie ma takiej opcji. Szanujmy się.

Niedługo potem ten sam pośrednik załatwił mi inną pracę, i co prawda, ta druga firma też nie była specjalnie fajna, i krótko w niej pracowałem, a sama wypłata była niewiele większa niż to, co zaoferowała poprzednia... to jednak mimo wszystko w tej drugiej firmie miałem, uwaga, własne miejsce przy biurku(!!!) i służbowy laptop (Wow! Na dodatek trafił mi się jakiś dobry laptop, który dość długo trzymał na baterii), wraz z klawiaturą i monitorem (hipsteryzm!). Więc w porównaniu do poprzedniej opcji - był to naprawdę luksus.

Morał z tego taki - nie bójcie się odmawiać i odrzucać chujowe oferty pracy. Wiele osób powie, że wymagać od pracodawcy biurka czy służbowego komputera to postawa roszczeniowa, jednak wg mnie to rozsądne minimum do pracy.

A wy z jakimi dziwnymi sytuacjami spotkaliście się przy szukaniu pracy?


Komentarze

  1. No ja miałem 2 podobne sytuacje.

    1) Idę do mini-firmy tworzącej gry, a tam mieszkanie w kamienicy. Nawet niewyremontowane. Stary parkiet itp. Ale raczej nie wyczułem próby wywyższania się. Jednak po mini-korpo w jakim wcześniej pracowałem (budynek na 200-300 pracowników), gdzie była klima i ładne, czyste ściany i czysta podłoga, trochę bym się źle czuł z takim kontrastem, w dodatku zbyt domowa atmosfera.

    2) Kolejna mini-firma, polski oddział firmy z USA. Chcieli, żebym z własnym lapkiem do nich chodził i robił z innym pracownikiem projekt z wykorzystaniem Oculusa. Mieliśmy mieć jednego Oculusa na spółkę... Brak kompa w biurze argumentowali, że nie będą na okres próbny kupować nowego kompa. Co było dla mnie co najmniej dziwne, bo przecież i tak potrzebowali kogoś na to stanowisko, więc nawet jakbym zrezygnował po tygodniu, to ktoś inny by używał ten sprzęt... Ich strata ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1) w sumie takie mieszkanie miałoby nawet klimat. Można by je urządzić w stylu loftowo-industrialno-squaterskim, zrobić meble z palet, jakiś ozdobną cegłę czy beton położyć, żarówki zamiast lampek, a na ścianach powiesić płyty winylowe.

      2) dokładnie, przecież ten sprzęt i tak by się zrecyklingował.

      No ale cóż, moim zdaniem jak firma jest mała i dopiero zaczyna, to powinna iść w 100% pracę zdalną i szukać freelancerów z własnym sprzętem i miejscówką do pracy, a nie udawać "normalną" firmę, z biurem itp.

      Bo bycie startupem czy firmą garażową nie jest niczym złym, gorzej, że firmy żyją ponad stan i wydają kasę na zbędne rzeczy (choćby na biuro), a na pensje czy sprzęt dla pracowników już ich nie stać...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty