Studia mnie zszokowały


Jest parę rzeczy na studiach, których się totalnie nie spodziewałem. Rzeczy, które zburzyły moje pojmowanie świata i wyobrażenie na temat studiów. Wprowadziły dysonans poznawczy.

Oto one:

1. Maniery zostaw za murami uczelni

Wszystko to, co nam wpajano w szkole, na studiach staje się zbędne.

Byłem w szoku, kiedy zauważyłem, że na studiach można sobie wejść w trakcie wykładu nie mówiąc "dzień dobry". Ale dostosowałem się i przestałem mówić (chociaż na niektórych zajęciach do dzisiaj mówię, zresztą niektórzy wykładowcy sami mówią "dzień dobry" nawet jak ja nie powiem. No i na lektoratach zamiast "dzień dobry" mówi się pozdrowienie w języku obcym. Co w przypadku szwedzkiego oznacza, że mówisz po prostu "hej!" jak wchodzisz do sali. Fajnie, nie?)

Można też wychodzić z wykładu w trakcie.

Można pić kawę czy inne napoje na zajęciach. Czy muszę mówić, że ta zasada mi się bardzo podoba?

Nie trzeba chodzić do szatni. Możesz sobie wejść z kurtką i powiesić ją w sali (choćby na oparciu krzesła). A jak jest zimno, to można założyć na siebie. I nikt ci niczego nie powie.

I robiąc te rzeczy nie jesteś żadnym chamem, to nie szkoła i nikt ci nie wpisze uwagi do dziennika za to żeś przyszedł w kurtce, pił kawę, i wyszedł w trakcie. Jesteś normalnym studentem, który po prostu załapał nowe reguły i do nich się stosuje.

2. Kto jest znajomy, a kto obcy?


W szkole czy na podwórku było jasne - jak się kogoś znało, nawet słabo (bo np. był kolegą kolegi a nie naszym bezpośrednim kolegą), to się z nim witało. A nie udawało, że nie zna.

A na studiach to jest to trochę inaczej. Wszystko jest bardziej rozmyte. Ludzie zdają się dzielić na kliki wg grup zajęciowych, które trzymają się razem. Wtedy wiadomo, że z takimi osobami masz większość zajęć, należycie do jednej grupy, gadacie ze sobą ciągle. Jesteście znajomkami.

Jeśli ktoś jest nawet z tego samego kierunku i roku, ale z innej grupy i masz tylko część zajęć z kimś, a nie codziennie, to już jest kimś trochę bardziej obcym. I możesz kogoś znać doskonale z widzenia, i ta druga też cię doskonale zna z widzenia, nawet być może gadaliście ze sobą parę razy... jednak nie należycie do tej samej kliki. Są ludzie, którzy nawet ci "cześć" nie odpowiedzą, gdyż będą uznawać cię za obcego.

A potem się mijacie na korytarzu i udajecie, że siebie nie widzicie. Co ma pewien sens. Ciężko się witać z każdym. Więc jest to pewna ekonomia działania. Też czasem idę i po prostu ignoruję osoby, które znam słabo. Bo tak się robi.

Z drugiej strony jest to trochę męczące, bo trzeba pamiętać czy dana osoba to twój "znajomy" czy nie, czy się przywitać, czy zagadać, czy może "nie wypada". Myślę, że dużo zależy od przypadków jednostkowych. Niektórzy ludzie są bardziej otwarci, a niektórzy będą się na ciebie patrzeć jak na kosmitę, jak się do nich odezwiesz.

Niektórzy ludzie są też interesowni i dopóki mają do ciebie sprawę (np. notatki) to będą zgrywać znajomego. A potem już udają, że cię nie znają.

3. "to zależy"

W szkole było zawsze wszystko wiadomo, były jasne zasady dotyczące wszystkich.

A na studiach wszystko "zależy".

To jest standardowa odpowiedź na wszystko. Każdy przedmiot rządzi się innymi zasadami, każdy wykładowca wprowadza własne zasady, na każdym kierunku jest inaczej. Nie ma spójnych zasad studiowania, zaliczania, tylko wszystko trzeba sobie dogadać z wykładowcami.

I to czasem strasznie mylące jest. Np. jest zasada, że "wykłady są nieobowiązkowe", a i tak na wielu wykładach (np. ogunach) sprawdza się listę i jest limit nieobecności (a niektóre wykłady z kolei są wpisane jako "ćwiczenia" mimo, że ćwiczeniami nie są, a tylko po to, żeby można było zrobić obowiązkową obecność). Czyli niby są jakieś zasady, ale ich nie ma do końca.

No i mówi się, że "student uczy się tylko 2 razy w roku (podczas sesji)", ale to też nie do końca prawda. Bo to też "zależy". Bo na niektórych zajęciach (np. językowych) są kolokwia w trakcie roku, więc trzeba teoretycznie ogarniać na bieżąco. Smuteczek.
Ale znowu, dzięki ponownym zastosowaniu zasady "to zależy" możesz odrobić kolokwium później na dyżurze, więc i tak jesteś do przodu.

Albo prace domowe. Czasem trzeba coś zrobić, albo przeczytać jakiś średniointeresujący tekst. Studia są mocno wymagające pod kątem tego, ile trzeba w domu robić. Samo chodzenie na zajęcia zwykle nie wystarcza. Trzeba wkuwać w domu. Ew. możesz nie wkuwać, ale wykładowcy będą się patrzeć na ciebie wilkiem, żeś znowu nie przeczytał tekstu.

4. Na filmach to inaczej wygląda

Większość wykładów jest w zwykłych salach, a nie tak jak na filmach, że jest wielka aula jak w kinie (to tylko czasami, na niektórych wykładach, ja tylko na ogunach się spotkałem). I wiem, że nie tylko mnie to zdziwiło. Kiedyś rozmawiałem z jedną osobą, którą też to zaskoczyło. A niedawno czytałem na innym blogu, że jego autorka również była tym zdziwiona. Wszyscy żeśmy się zdziwili. Oszukali nas. Przecież na filmach to inaczej wygląda.

No i te czapki. Profesorowie nie chodzą wcale w tych prostokątnych czapkach. Dobra, to chyba absolwenci mieli w nich chodzić na zakończeniu studiów. Ale też nie. Jak się popatrzy po zdjęciach, na których ktoś jest świeżo po obronie, to wygląda normalnie, choć trochę galowo. Tylko w ręku trzyma pracę licencjacką. Popatrzcie sobie na instagrama, że wcale ludzie w Polsce nie mają tych czapek.

Indeksów też już nie ma, teraz jest tylko USOS. Więc dziennikarskie teksty, że "10 tysięcy osób walczy o indeks jakiejś tam uczelni" to zwykła metonimia, a nie coś, co się dzieje naprawdę.

Indeksy nie istnieją. Równie dobrze możesz sobie kupić zeszyt w kształcie indeksu, pokolorować na zielono i napisać na nim "indeks", to będzie miało podobny sens. Trochę jak ikonka dyskietki. Coś co ma nieść jakieś skojarzenia, ale czego już fizycznie się nie używa.

No, przynajmniej z indeksami się nie spotkałem na UW. Co do używania dyskietek nie jestem pewien, ponieważ komputery na UW są często stare, ze starymi systemami i w ogóle. Nie wiadomo z czego oni tam korzystają.

***


A was? Czy była rzecz, która was zszokowała na studiach? Albo chociaż trochę zdziwiła, zburzyła wcześniejsze wyobrażenia? Zapraszam do podzielenia się w komentarzu :)

Zapraszam także na mojego Instagrama, gdzie publikuję powiadomienia o nowych wpisach:
https://www.instagram.com/luke.j.li/

Komentarze

  1. Moje studia to było takie trochę science fiction, ludzie się nie lubili, nikt z nikim nie chciał gadać , przynajmniej na drugim stopniu, na pierwzym było nawet radośnie choć dużo nauki. Inu(1/2 Living in Magnolias)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo w sumie zależy też od kierunku. Studiowałem na dwóch kierunkach i już widzę, że jest zupełnie inaczej - i na jednym było tak, że cały kierunek to była jedna wielka rodzina (i np. ludzie robili imprezy, na które przychodziły wszystkie roczniki oraz absolwenci), a na drugim właśnie takie podzielenie na grupki (chociaż zauważyłem, że pewne grupki są bardziej do siebie przyjaźnie nastawione niż inne grupki).




      Usuń
  2. Mnie zaskoczyło Twoje podejście do tematu... Dlaczego mam zachowywać się inaczej niż zwykle? Dlaczego mam nie mówić "dzień dobry" wchodząc na zajęcia? Dlaczego mam nie przepraszać za spóźnienia? Jeśli ktoś nie stosuje elementarnych zasad dobrego wychowania, to nie jest to dobry przykład do zastosowania. I raczej dość słabo wygląda, kiedy to wykładowca prowadzący zajęcia musi pierwszy powiedzieć dzień dobry studentowi (co innego kiedy wchodzi do sali na końcu).
    Pozostałe kwestie związane z brakiem uniwersalnych zasad na uczelni też prawdopodobnie są kwestią indywidualną i mogą świadczyć o samej uczelni, ale to tylko moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzn. ja sobie to tłumaczyłem tak, że jak ktoś się spóźnił to lepiej, żeby cicho wszedł i usiadł niż, żeby miał przeszkadzać (no bo załóżmy, że 5 osób się spóźni i jeśli każdy będzie mówił dzień dobry, czy nie daj boże przeprosi za spóźnienie, to będzie bardziej przeszkadzał, niż jakby tylko wszedł i zajął po cichu swoje miejsce).

      Zresztą sami wykładowcy zwykle po prostu nie odpowiadają na to dzień dobry, tak jakby wcale go nie oczekując.

      Usuń
  3. To prawie wszędzie tak jest, dopiero w połowie trzeciego semestru zaczyna się nauka tego co się powinno🙈😁a podyplomówce jest dopiero pic na wodę 🙃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to zależy. Chodzę na studia językowe, więc poziom języka się podnosi i naturalnie na 2 czy 3 roku jest z tym trudniej niż na pierwszym, no bo wymagają więcej.

      Ale z drugiej strony im dalej w las, tym więcej nieprzydatnych do niczego przedmiotów (pół biedy, jeśli to jest jeszcze niepraktyczny,
      ale jednak ciekawy fakultet, gorzej jeśli to coś, co jest nudne i nieprzydatne, a co i tak trzeba zaliczyć).

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty