W czym notować na studiach?

Ze studiami łączy się nieodłącznie jedno słowo: notatki.

Jednak nie zawsze i nie dla każdego. Czasem wystarczy wziąć od kogoś notatki albo ściągnąć skrypt z chomików. Jest to opcja szybka i wygodna.

Jeśli jednak należycie do osób, które chcą się męczyć i samemu notować, oto parę opcji do rozważenia:

zeszyt



czy wielkość ma znaczenie?

Pierwszy problem - jaki to ma być zeszyt? Normalny A5? Czy może większy A4, czy mini zeszyt w formacie notatnikowym (A6 i podobne)?

To zależy po części od tego... jakie meble będą w sali wykładowej. Tak. Dobieranie zeszytu do wystroju sali ma sens, jakkolwiek dziwne się to może zdawać.

 Jeśli masz zajęcia, na których nie ma normalnych ławek/stołów/pulpitów, tylko jakieś krzesełka z durnymi podstawkami (pozdrawiam UW) to A4 raczej słabo się nadaje, ponieważ zajmie ci całą podstawkę, albo będzie wręcz z niej wystawać. Nawet długopisu już nie położysz obok.

W takiej sytuacji lepiej jest zaopatrzyć się w mniejszy format A5 czy nawet A6 (to ostatnie, to jak w ogóle nie masz żadnej podstawki i notujesz w powietrzu).

Pod kątem wygody użytkowania myślę, że tradycyjny szkolny format A5 jest najbardziej poręczny, po prostu najwygodniej się w nim pisze...

...do czasu, kiedy będziesz chciał coś narysować. Jakiś schemat, diagram, rysunek. Wtedy A4 pozwala mocniej się wyżyć. Także w sytuacji, kiedy dużo jest informacji do zapisania. Wtedy format A4 pomimo tego, że jest mniej poręczny, ma tę zaletę, że masz więcej miejsca do robienia notatek. Nie ma tej klaustrofobii zwykłego zeszytu.

Zeszyty w formacie A4 również są dobre dlatego, że można do nich chować wygodnie kserówki (które również są w formacie A4). Szczególnie jeśli masz zeszyt, który jest zaopatrzony w gumkę. Wtedy możesz przypiąć kserówki do tylniej okładki i nic nie wypada.

waga ciężka czy piórkowa?

Tak, nawet zeszyty swoje ważą, szczególnie te większe, grubsze i w twardej okładce. Więc też warto pomyśleć, czy chce się sobie dokładać ciężaru do noszenia.

kratka, linia... a może kropki?

Pytanie jeszcze - w co ma być ten zeszyt? W linie, w kratkę? To już kwestia preferencji, jednak ja wolę jak zeszyt jest w kropki, ponieważ wkurza mnie kratka (szczególnie jak jest silnie zarysowana). Lubię wolność, możliwość narysowania czegoś bez przeszkadzających kratek (nie mówiąc już o liniach), a jednocześnie lubię mieć jakąś wizualną pomoc, coś, co pozwoli mi pisać równo. A więc kropki, my friends.

Problem tylko, że obecnie trudno jeszcze dostać takie zeszyty, nie licząc notatników premium po kilkadziesiąt złotych albo ofert niektórych specjalistycznych sklepów papierniczych (np. w Muji. We Flying Tiger też ponoć są, chociaż ja nie widziałem). Albo oczywiście ofert sklepów internetowych, bo w internecie zawsze wszystko jest.

Wydaje mi się, że wielkie centra handlowe przesypiają trend zeszytów w kropki i jestem ciekaw, kiedy wreszcie skapną się, że zeszyty w kropki są wielkim trendem i że każdy chce dzisiaj takie mieć.

jeden czy kilka zeszytów?

Ja jestem zwolennikiem jednego zeszytu do wszystkich przedmiotów, chociaż, co nie zawsze jest oczywiste, taki zeszyt powinien mieć swoją organizację.

Np. każdy przedmiot innym kolorem.

Albo zakładki do osobnych przedmiotów.

Albo prowadzenie zeszytu normalnie i od tyłu.

itp.

Generalnie prowadzenie jednego zeszytu do wszystkich przedmiotów to sztuka, którą trzeba dopiero opanować. Nie bójcie się więc eksperymentować ze stylem notowania i eksplorować nowe terytoria.

pisadło


Do zeszytu trzeba obowiązkowo zakupić coś do pisania, bo inaczej będziesz miał ładny zeszyt, w którym nic nie ma. I teraz tak. Czym pisać? 

Wiele jest podejść, ale wśród nich jedno przeważające, którego nie rozumiem. Ludzie, którzy piszą niebieskim, zwykłym długopisem. 

Po pierwsze - czemu niebieskim, a nie np. czarnym albo fioletowym? Albo kilkoma kolorami naraz. Po drugie czemu długopisem? A nie np. cienkopisem albo długopisem żelowym, czy czymkolwiek innym, czym się bardziej płynnie pisze i co zachęca do ładniejszego pisma (nie zawsze, bo cienkopisem też można pisać jak kura pazurem, tym niemniej łatwiej jest pisać ładnie cienkopisem niż długopisem). Poza tym cienkopisy dają więcej radości z pisania. 

tablet

Jeśli posiadasz tableciątko (np. ajpadzik, chociaż podobno istnieją jakieś inne tablety, nie sprawdzałem), to możesz je wykorzystywać zamiast zeszytu.

Zalety? Lepsza szybkość. Co prawda tablet to nie laptop, i dość mała klawiatura trochę zwalnia, ale i tak jest szybciej niż notowanie ręczne.

Druga zaleta, że można na tablecie przynosić teksty na zajęcia, więc nie trzeba nic drukować czy kserować.

Wady tabletu? 

Cóż, tablet jest dobry, dopóki twoje notatki to suchy tekst. Gorzej jeśli chcesz coś narysować. I tutaj nie wykluczam, że istnieje jakaś porządna apka do notowania i rysowania diagramów. Jednak ja korzystałem ze zwykłego Evernote i tam za bardzo nie było takich opcji. A nie chciało mi się przeszukiwać AppStore w poszukiwaniu idealnej aplikacji do notatek (w zasadzie nawet trochę szukałem chyba, ale niczego konkretnego nie znalazłem).

(jeśli jednak znacie dobrą aplikację mobilną, która może się przydać w notatkach i która uwzględnia konieczność robienia rysunków, napiszcie w komentarzu).

Inną wadą tabletu jest to, że po uderzeniu młotkiem łatwo stłuc ekran (that's exactly what happened):


Dlatego teraz nie używam już tabletu, bo to wstyd przynosić z taką szybką.

laptop

Sam nie używałem laptopa do pisania notatek na studiach, jednak myślę, że ogólne wrażenia mogłyby być podobne jak przy pisaniu na tablecie. Laptop to taki lepszy tablet. Czyli przypuszczalnie miałby podobne wady i zalety co tablet.

Jednak laptop jest cięższy. Szczególnie, jeśli niesiesz jednocześnie ładowarkę, jakąś książkę i zeszyt. Swoje waży. Dlatego na studia noszę laptop tylko wtedy, kiedy jest niezbędny (np. pokazanie prezentacji albo jeśli mam długie okienko i chcę coś porobić na kompie przez ten czas).

Poza tym trzeba uważać. W autobusie się ludzie pchają i mogą ci zgnieść laptopa. I trzeba ciągle uważać, żeby nie dostawał wstrząsów. Zawsze jak przychodzę na studia z laptopem to się po prostu o niego boję, że coś mu się stanie.
...
...
...
Może więc w ogóle nie notować? Jeśli każde podejście ma jakieś wady?

I to jest czasami najlepsza opcja.

niepisanie

Czasem po prostu nie musisz pisać notatek, nawet jeśli możesz.

Czasem masz swoje dojścia i już wcześniej ktoś z rocznika wyżej ci użyczył notatek albo znalazłeś na chomiku. Albo zamierzasz znaleźć.

Czasem zwyczajnie nie ma czego notować, bo wykładowca niby mówi dużo, i nawet ciekawie, ale ciężko w tym wyłapać elementy, które należałoby zanotować.

A czasem odwrotnie - wykładowca mało co mówi samodzielnie, a tylko zadaje pytania i słucha studentów, jeśli jest to konwersatorium albo coś podobnego. I wtedy być może nawet zrodzi się ciekawa dyskusja, ale i tak nie za bardzo jest co zapisywać, bo dyskusja dotyczy rzeczy, które na pewno nie będą na zaliczeniu. Wtedy to już nikt nie notuje, bo po co.

Zalety niepisania notatek:

Większe skupienie na zajęciach. Nie rozpraszasz się tym, że musisz coś zapisać, a po prostu słuchasz tego, co mówi wykładowca. Zauważyłem, że jak robię notatki, to często się "wyłączam" i w sumie nie rozumiem za bardzo o czym jest wykład, bo skupiam się tylko na zapisywaniu tego, co mówi wykładowca. Bez rozumienia i większej rozkminy.

Natomiast nie pisząc notatek można naprawdę głębiej uczestniczyć w wykładzie czy w ćwiczeniach. Więc nierobienie notatek wcale nie musi oznaczać np. niezainteresowania zajęciami. Często wręcz przeciwnie.

wasze sposoby

A wy? Jakie macie sprawdzone sposoby na notatki? W czym lubicie notować, a w czym nie? Co się u was najlepiej sprawdza?




Komentarze

Popularne posty